Blog

Historia fluoru

Fluor jest nieocenionym pierwiastkiem w walce z próchnicą. Doskonale wzmacnia szkliwo, ma też niebagatelny wpływ na powstawanie nowej tkanki kostnej. Prozdrowotne działanie fluoru odkryto już przed drugą wojną światową. Dziś wszelkie jego związki stanowią nieodłączny element past do zębów i płynów do płukania ust. Zapraszamy do zapoznania się bliżej z historią pierwiastka, który zmienił oblicze stomatologii.

Zaczęło się od fluorytu

Fluor występuje w stanie wolnym w postaci dwuatomowej cząsteczki F2. Jeśli przyjmuje się go we właściwych proporcjach, oferuje jamie ustnej same korzyści. Przede wszystkim specjalizuje się w walce z próchnicą. Choć obecnie bardzo popularne są produkty do pielęgnacji jamy ustnej pozbawione fluoru (ze względu na jego rzekomo szkodliwe działanie), to jednak należy mieć świadomość, że żadne związki naturalne nie są w stanie chronić nas przed tą chorobą tak skutecznie jak właśnie fluor.

Pierwsze wzmianki dotyczące fluoru sięgają roku 1529. Właśnie wówczas niemiecki naukowiec Georgius Agricola opisał fluoryt jako pierwiastek obniżający temperaturę topnienia innych minerałów. Wiele lat później – w roku 1670 – inny niemiecki uczony, Heinrich Schwanhard, doszedł do wniosku, że działanie kwasów na fluoryt powoduje powstanie gazu trawiącego szkło. Właściwości kwasowe fluorytu udało się ustalić w 1780 roku Carlowi Scheele.

Nad uzyskaniem wolnego fluoru prace czyniono de facto od XIX wieku. Były one trudne z uwagi na wysoką aktywność chemiczną tego pierwiastka. Fluor uzyskiwany poprzez elektrolizę stopionego fluorytu szybko wchodził w reakcję z innymi substancjami i elementami wypełniającymi naczynia reakcyjne. W efekcie kilku badaczy pracujących nad wyodrębnieniem fluoru poniosło śmierć. Ostatecznie otrzymać fluor udało się w 1886 roku francuskiemu badaczowi Henriemu Moissanowi (naukowiec w 1906 roku został za to uhonorowany Nagrodą Nobla).

Zastosowanie fluoru w stomatologii

Przeciwpróchnicze działanie fluoru zostało odkryte tak naprawdę przez przypadek. Jako pierwszy opisał je amerykański dentysta, Henry Trendley Dean. W 1931 roku stomatolog ten otrzymał od rządu zadanie zbadania zjawiska masowego występowania ciemnych plam na zębach mieszkańców Teksasu. Okazało się, że winna wszystkiemu jest fluoryzowana woda, z której korzystała tamtejsza ludność. Badania Deana wykazały jednak, że zęby testowanych osób – pomimo tego, że prezentowały się nieestetycznie – charakteryzowały się większą niż normalnie odpornością na próchnicę.

Obserwacje Deana szybko obiegły świat, przez co zaczęto prowadzić badania w kierunku wpływu fluoru na szkliwo. W 1939 roku amerykański biochemik Gerard J. Cox przeprowadził eksperyment, polegający na zaaplikowaniu fluoru na zęby szczurów. Potwierdził on wcześniejsze przypuszczenia Deana – po kuracji fluorem uzębienie tych zwierząt stało się bardziej odporne na zmiany próchnicze.

Wątpliwości i kontrowersje

Problemem jednak pozostawały ciemne plamy, które pojawiały się na zębach w wyniku przyjmowania fluoru. Chorobę wywołującą te nieprzyjemne konsekwencje nazwano fluorozą. Ze względu na możliwość zakażenia się nią tuż po zakończeniu badań przez Coxa pojawiło się mnóstwo protestów, których celem było wymuszenie na rządzie zaprzestania fluoryzowania wody. Co więcej, w 1944 roku czasopismo Journal Dental Association opublikowało artykuł, szeroko opisujący rzekomo negatywny wpływ fluoru na zdrowie. Tekst informował, że nadmierne przyjmowanie fluoru może prowadzić do rozwoju osteoporozy, niedoczynności tarczycy oraz zmian w kręgosłupie. Poddawał również w wątpliwość tezę, że pierwiastek ten ma właściwości przeciwpróchnicze.

W odpowiedzi na artykuł zamieszczony przez Journal Dental Association, w 1945 roku zdecydowano się przeprowadzić badania, mające potwierdzić skuteczność fluoru w walce z próchnicą, a jednocześnie zweryfikować jego rzekomy, negatywny wpływ na zdrowie człowieka. W tym celu do rzeki nieopodal amerykańskiego miasteczka Grand Rapids w stanie Michigan dodano fluor, natomiast inną rzekę otaczającą podobnej wielkości miasto – Muskegon – pozostawiono niefluoryzowaną. Eksperyment miał trwać piętnaście lat, jednak już po pięciu mieszkańcy wymusili na organizatorach doświadczenia dodanie fluoru do wody. W 1950 roku oficjalnie uznano fluor za pierwiastek, który świetnie sprawdza się w walce z próchnicą – ciągle jednak nie wykluczając jego toksyczności.

Rozsądne dawkowanie fluoru

Współcześnie wiemy, że pierwiastkowy fluor potrafi być silnie toksyczny. Podawany doustnie, w wysokich stężeniach, grozi ostrym zatruciem pokarmowym, nudnościami, ślinotokiem, drgawkami, a nawet zgonem. Aby jednak w ten sposób zatruć się fluorem, należałoby przyjąć w ciągu doby 5-10 g fluorku sodu (szacunki dotyczą osoby dorosłej o wadze około 70 kilogramów), co jest praktycznie niemożliwe. Przewlekłe zatrucie mniejszą dawką fluoru grozi z kolei wspomnianą wcześniej fluorozą – chorobą, objawiającą się ciemnymi, nieestetycznymi plamami na zębach oraz uwapnieniem kości.

Nie zmienia to wszystko faktu, że fluor jest niezbędny dla prawidłowego rozwoju szkliwa i aby uniknąć próchnicy, należy przyjmować ten pierwiastek, stosując podstawowe produkty do pielęgnacji jamy ustnej – fluoryzowane pasty do zębów, płyny do płukania ust, etc. W takich produktach stężenie fluoru jest na tyle niskie, że nie sposób się nim zatruć (w przypadku, gdy korzystamy z artykułów zgodnie z zaleceniami producenta). Jeżeli mimo wszystko masz wątpliwości, czy stosowanie produktów bogatych w fluor jest dla Ciebie bezpieczne, ponieważ przyjmujesz duże dawki tego pierwiastka innymi drogami (na przykład pijąc fluoryzowaną wodę czy zażywając produkty z fluorem), skonsultuj tę kwestię ze swoim stomatologiem.

Mirosław Fojut

Lekarz specjalista, pasjonat rynku szczoteczek elektrycznych oraz towarzyszących im innowacji. Jestem autorem artykułów dotyczących nie tylko mojego zawodu, czyli chorób jamy ustnej i zębów, ale także tych bardziej „na luzie”, o tym, co w dentystycznej trawie piszczy. Śledzę na bieżąco nowinki dentystyczne od Ameryki po Chiny, aby móc dzielić się swoją wiedzą nie tylko ze swoimi pacjentami, ale też Wami, czytelnikami. Żywię tym samym nadzieję, że moi koledzy po fachu również zaczną się otwierać na innowacje po zapoznaniu się z nimi i wprowadzać nowatorskie metody leczenia do polskich gabinetów.

Powiązane artykuły

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button