Historia irygatora stomatologicznego

Z tego, jak ważne jest oczyszczanie przestrzeni międzyzębowych, ludzkość po raz pierwszy zdała sobie sprawę w 1818 roku za sprawą amerykańskiego lekarza Levi Spear Parmley’a. To on wygłosił tezę, że korzystanie z nici dentystycznej podczas codziennej pielęgnacji jamy ustnej jest równie istotne, co mycie zębów szczoteczką i pastą. W obszarach stycznych zębów gromadzi się bowiem największa liczba bakterii, to tam najchętniej rozwija się próchnica. Mimo deklaracji Parmley’a, nici dentystyczne nie cieszyły się specjalną popularnością wśród konsumentów aż do połowy XX wieku. Mniej więcej w tamtym okresie na rynku pojawiło się też pierwsze zaawansowane urządzenie do oczyszczania przestrzeni międzyzębowych, a więc irygator dentystyczny.

Zanim powstał irygator

Zanim powstał pierwszy irygator dentystyczny, ludzkość oczywiście korzystała z innych przyrządów do codziennej pielęgnacji przestrzeni międzyzębowych. Najpopularniejszym z nich tak wtedy, jak i dzisiaj pozostaje nić dentystyczna. Według zapisków, nić pojawiła się na rynku w 1815 roku za sprawą wspomnianego wyżej Leviego Spear Parmley’a, a więc dentysty z Nowego Orleanu, który bywa nazywany „ojcem higieny jamy ustnej w Ameryce”. Lekarz ten nakłaniał swoich pacjentów do korzystania ze specjalnej, cienkiej, jedwabnej nitki w celu oczyszczania obszarów między zębami, do których nie była w stanie dotrzeć szczoteczka.

Wiele lat później, bo dopiero w roku 1882, rozpoczęto sprzedaż hurtową pierwszej profesjonalnej, niewoskowanej nitki dentystycznej. Jej dystrybucją zajęła się firma Codman and Shurtleft, mająca siedzibę w Randolph w stanie Massachusetts. Kolejną nitką dentystyczną, która pojawiła się na rynku, była nić dentystyczna od firmy Johnson & Johnson z New Jersey. Ta zadebiutowała na sklepowych półkach w 1896 roku. Dwa lata później, w roku 1898, zaczęto produkować ją z tego samego jedwabiu, którego używano do produkcji szwów.

Popularność nici dentystycznych rosła powoli, ale systematycznie. Wraz z kolejnymi innowacjami, którym zostawały poddawane szczoteczki do zębów (w XX wieku do ich produkcji zaczęto używać materiałów syntetycznych, a nie zwierzęcych), swoje następne metamorfozy przechodziły również nici dentystyczne. W latach 40. ubiegłego wieku do ich produkcji zaczęto używać zamiast jedwabiu materiału nylonowego, który charakteryzował się znacznie lepszą odpornością na strzępienie. Niedługo później na rynku pojawiła się też pierwsza nić dentystyczna nasączona woskiem oraz pierwsza taśma dentystyczna.

Debiut na rynku

Oprócz nitek dentystycznych, na rynku oczywiście cały czas funkcjonowały także wykałaczki, którymi również wiele osób mechanicznie usuwało z przestrzeni międzyzębowych zabrudzenia i resztki jedzenia. O tak zaawansowanym sprzęcie jak irygator dentystyczny nikt jednak nawet nie marzył. Pomysł jego stworzenia pojawił się pod koniec lat 50. ubiegłego wieku w głowie dwóch Amerykanów – dr Geralda Moyera oraz inżyniera Johna Mattingly’ego.

Z inicjatywą zaprojektowania podobnego sprzętu wyszedł Moyer, który dostrzegł u swoich pacjentów problemy z dziąsłami i generalnie zachowaniem czystości w obszarach trudno dostępnych. Amerykański dentysta zapragnął stworzyć urządzenie, które generowałoby stały, silny strumień wody, i za jego pomocą oczyszczało z bakterii i resztek pokarmu wszystkie newralgiczne miejsca w jamie ustnej, a przy okazji także masowało dziąsła. W tym celu nawiązał współpracę z Johnem Mattingly, który był wówczas profesorem na Uniwersytecie Kolorado. Wspomniany inżynier hydrauliki miał odpowiadać za techniczną stronę projektu. Mattingly na propozycję Moyera zareagował entuzjastycznie i niezwłocznie rozpoczął prace nad stworzeniem nowego urządzenia.

W początkowej fazie szły one mizernie, a Mattingly miał wielki problem z wykonaniem tłoku i skonstruowaniem wyposażonego w silnik urządzenia irygacyjnego, które by nie przeciekało. W końcu mu się to jednak udało, tyle że sprzęt nie wytwarzał zgodnie z pierwotną koncepcją Moyera stałego strumienia wody, a pulsujący. Mimo to, wszystkie testy, które przeprowadzono na irygatorze wypadły bardzo obiecująco. W konsekwencji ich wyniku obaj wspólnicy w 1962 roku zarejestrowali firmę Aqua Tec (później funkcjonującą jako Waterpik.Inc), pod szyldem której zaczęli dystrybuować pierwsze irygatory stomatologiczne.

Rosnąca popularność zaawansowanego sprzętu do pielęgnacji przestrzeni międzyzębowych

W początkowych latach irygatory dentystyczne były sprzedawane tylko do gabinetów stomatologicznych, gdzie służyły dentystom do oczyszczania jamy ustnej pacjentów. Ogólnodostępne stały się one tak naprawdę w 1967 roku, kiedy oficjalnie uzyskały swój patent. Od tamtej pory, irygatory były jeszcze wielokrotnie testowane (szacuje się, że poddano je ocenie ponad 65 badań naukowych) i wszystkie te testy potwierdziły wysoką skuteczność irygatorów w usuwaniu naleciałości z miejsc trudno dostępnych, poprawianiu stanu dziąseł, oraz leczeniu chorób przyzębia i wszelkich stanów zapalnych jamy ustnej. Z najważniejszymi cechami popularnych modeli możemy zapoznać się w rankingu najlepszych irygatorów.

Obecnie dostępne na sklepowych półkach irygatory dentystyczne działają dokładnie na tej samej zasadzie co urządzenia stworzone przez Moyera i Mattingly’ego. Tyle że generują oczywiście znacznie silniejszy strumień wody, oferują więcej opcji mycia, możemy do nich dopasować zróżnicowane dysze czyszczące. Opisy najciekawszych modeli prezentujemy w naszym rankingu irygatorów. Popularność irygatorów z roku na rok rośnie, coraz więcej osób zadaje sobie sprawę z tego, jak istotna jest pielęgnacja przestrzeni międzyzębowych i docenia zdrowotne właściwości tych urządzeń, a założona przez Moyera i Mattingly’ego firma Waterpik obecna jest na rynku do dziś.

Historia irygatora stomatologicznego

Mirosław Fojut

Lekarz specjalista, pasjonat rynku szczoteczek elektrycznych oraz towarzyszących im innowacji. Jestem autorem artykułów dotyczących nie tylko mojego zawodu, czyli chorób jamy ustnej i zębów, ale także tych bardziej „na luzie”, o tym, co w dentystycznej trawie piszczy. Śledzę na bieżąco nowinki dentystyczne od Ameryki po Chiny, aby móc dzielić się swoją wiedzą nie tylko ze swoimi pacjentami, ale też Wami, czytelnikami. Żywię tym samym nadzieję, że moi koledzy po fachu również zaczną się otwierać na innowacje po zapoznaniu się z nimi i wprowadzać nowatorskie metody leczenia do polskich gabinetów.
Back to top button