Szukaj szczoteczki

Gutaperka nie tak dobra, jak przypuszczano

6 lutego 2019

Gutaperka to substancja niezwykle popularna wśród dentystów, będąc szeroko wykorzystywanym materiałem do wypełnienia kanałów zębowych po leczeniu kanałowym. Sama z siebie, nie jest ona substancją chemiczną, co też nie ujmuje jej pozytywnej reputacji – gutaperkę pozyskuje się bowiem w taki sam sposób, jak kauczuk naturalny. W porównaniu z tą substancją, gutaperka charakteryzuje się jednak mniejszą elastycznością. Sama nazwa gutaperki bierze się z języka malajskiego, a konkretnie zestawienia ze sobą dwóch słów: „getah” (guma) i „pertja”, czyli nazwy drzewa, z którego gutaperkę się pozyskuje. Według niektórych ekspertów, gutaperka jest nazwą mieszanki polimeru, zwanego niekiedy „guta”, z alkoholowymi pochodnymi triterpenów.

Nie dziwi więc, że ta substancja, pozyskiwana przeważnie z roślin malezyjsko-indonezyjskiego gutaperkowca, zwięźli kulistej i eukomii wiązowatej, uchodziła przez bardzo długi czas za cudowny składnik, trzymający jakoś leczony kanałowo ząb w krainie żywych. Jest to o tyle imponujące, że sama gutaperka zaczynała swoją karierę przy tłokach pieczętnych w XIX wieku. Swego czasu wykorzystywano ją też w izolacji kabli elektrycznych, zaś w dalszym ciągu sięgają po nią producenci gum do żucia i piłeczek golfowych. Tak, dobrze przeczytaliście, nasze kochane piłeczki golfowe, dziatki prawdziwych mężczyzn i utrapienie okien samochodów, wykonano z tej samej substancji, którą dentyści naprawiają nam zęby.

Wydawać by się więc mogło, że gutaperka to substancja uniwersalna. I tak jest w istocie – chociaż dzisiejszy artykuł będzie dotyczyć niusa, który obiegł środowisko stomatologiczne zaledwie kilka tygodni temu, tak w pozostałych dziedzinach dalej będziemy po nią sięgać. Entuzjaści golfa mogą więc odetchnąć z ulgą, zaś ci z Was, którzy spodziewają się niedługo leczenia kanałowego, niech czytają dalej.

W poszukiwaniu ideału

Stosunkowo niedawno temu, naukowcy przyjrzeli się 650 odnotowanym przypadkom perforacji zęba. Sama perforacja to dość pospolite powikłanie po leczeniu kanałowym, w wyniku którego ząb może nadawać się już tylko i wyłącznie do usunięcia. Dzieje się tak, gdy nieprawidłowo oceni się wielkość i kształt korony leczonego zęba, jej komór, a także rozmieszczenia korzeni. Wówczas powstaje specyficzny otwór, który łączy komorę miazgi lub kanał korzeniowy z tkankami przyzębia. A to niedobrze, ponieważ za leczenie kanałowe zapewne płaciliśmy niemało, idąc do prywatnego gabinetu. Wszakże leczenie kanałowe ma na celu ocalić ząb, który normalnie nadawałby się już tylko do usunięcia.

Samej gutaperki trzymamy się z tego samego powodu, dla którego nie możemy na ten moment odejść od borowania – po prostu nie istnieje lepsza metoda. Gutaperka, nałożona prawidłowo, jest szczelna i dobrze łączy się z tkankami przyzębia wierzchołkowego. Dodatkowo, jest ona łatwa do wprowadzenia w kanał zębowy i ewentualnego usunięcia, gdyby leczenie kanałowe trzeba było powtórzyć. Są to cechy kluczowe, których nie posiadała żadna znana nam substancja.

Aż do teraz.

Podczas testów, doktorzy Minmin Tan i Zhaowu Chai z chińskiego Chongqing Medical University College of Stomatology porównali działanie gutaperki z resilonem. Jest to zarazem pierwszy moment w historii endodoncji, kiedy te dwie substancje, uchodzące za najskuteczniejsze w leczeniu kanałowym, postanowiono postawić przeciw sobie. Test obejmował też badania in vitro, imitując tym samym siły oddziałujące pionowo na obie substancje.

Wyniki testów

Testy in vitro wykazały, że zęby wypełnione resilonem mają mniejsze szanse na połamanie się, w przeciwieństwie do zębów martwych, które wypełniono gutaperką. To bardzo ważne, ponieważ leczenie kanałowe jak najbardziej pozwala nam na odbudowę i dalsze wykorzystywanie zęba, lecz jest on już organem martwym, pozbawionym nerwów i swej naturalnej miazgi. Ot, taki ząb-zombie. Problemem takiego ożywieńca jest wówczas to, że nie jest on tak samo wytrzymały, co ząb zdrowy.

Co prawda, sama gutaperka i tak wypada o niebo lepiej, niż inne, rzadziej stosowane substancje do wypełniania kanałów, lecz zęby wypełnione właśnie nią w dalszym ciągu były bardziej wadliwe, niż te, w których w ruch poszedł resilon.

Zresztą, nie tylko Chińczycy są takiego zdania. Stosunkowo niedawno, szczeciński PUM, a konkretnie jego Zakład Stomatologii Zachowawczej, również zauważył, że resilon przewyższa gutaperkę. W tym przypadku, testy były przeprowadzone u psów. Tylko 19% leczonych resilonem czworonogów miało problemy ze stanem zapalnym przyzębia wierzchołkowego. W przypadku gutaperki, aż 82% psów miało problemy z niewielkim stanem zapalnym.

Sam resilon jest już obecny w prywatnych gabinetach stomatologicznych od lat. W przeciwieństwie do gutaperki, opierającej swoje działanie na tlenku cynku, resilon wykorzystuje wodorotlenek wapnia. Co więcej, wypełnianie nim kanału trwa krócej, ponieważ wypełnia on kanał zębowy w postaci pojedynczego monobloku. Jest on oczywiście biozgodny, a do tego działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybicznie. Dlaczego więc nie jest on szeroko wykorzystywany przez stomatologów? Jest to zapewne spowodowane brakiem informacji na jego temat – w końcu na prawdziwe porównanie go z gutaperką trzeba było czekać aż do teraz, podczas gdy resilon uchodził za pewną nowość w gabinetach jeszcze 14 lat temu.

Czas pokaże zatem czy wyniki eksperymentu Chińczyków utorują drogę resilonowi ku wyparciu solidnej, aczkolwiek nieco wadliwej gutaperki. W końcu po co trzymać się tradycyjnego rozwiązania, skoro możemy naszemu pacjentowi zafundować inne, za te samą cenę? W końcu nie istnieją jeszcze cenniki wypełnień kanałów zębowych po leczeniu kanałowym – kwestia ta na ogół jest pozostawiona preferencjom samego dentysty. Z pewnością resilon jest tu lepszą alternatywą, niż popularny ponad 20 lat temu trend endodontyczny, jakim było wlewanie cementu do kanałów zębowych i uszczelnianie go srebrnym ćwiekiem.

Mirosław Fojut Administrator

Lekarz specjalista, pasjonat rynku szczoteczek elektrycznych oraz towarzyszących im innowacji. Jestem autorem artykułów dotyczących nie tylko mojego zawodu, czyli chorób jamy ustnej i zębów, ale także tych bardziej „na luzie”, o tym, co w dentystycznej trawie piszczy. Śledzę na bieżąco nowinki dentystyczne od Ameryki po Chiny, aby móc dzielić się swoją wiedzą nie tylko ze swoimi pacjentami, ale też Wami, czytelnikami. Żywię tym samym nadzieję, że moi koledzy po fachu również zaczną się otwierać na innowacje po zapoznaniu się z nimi i wprowadzać nowatorskie metody leczenia do polskich gabinetów.

social media
Sending
Ocena czytelników
5 (1 vote)
Kategoria : Blog

Dodaj komentarz

<